Zawody Makiet Myślęcinek 2006

W dniach od 30.06.2006 do 2.07.2006 odbyły się ZAWODY KLASY GIGANT I MAKIET w Bydgoszczy (Myslęcinek). Ja jako że mieszkam dosć blisko około 100km nie mogłem sobie odpuscic takiej imprezy . Po przyjezdzie na dwa samochody w liczbie 8 osób doznalismy szoku ponieważ nie wpuszczono nas na teren zawodów odprawiajac z kwitkiem, że przez siatke wszystko widac!!! dodam tylko że owszem przez siatke dobrze było widać (tyłki samochodów) natomiast organizator chyba nie pomyslał ze wzdłuż tej siatki mogą stac samochody i przyczepki zasłaniajac całkowicie wszystkie modele, za wyjątkiem 3 sztuk które stały przy siatce, a zatem ogladanie tyłków samochodów było co najmniej mało interesujace w porównaniu do modeli za tymi samochodami wewnatrz zawodów. Decyzja zapadła że wchodzimy bokiem na żywioł, udało się uff nikt nas nie ganial przez około 5 minut, gdy podeszla do nas młoda dziewczyna z obsługi poprosiła nas o usuniecie się za siatke, wyjasnilismy jej jak sprawa wyglada i chyba zrozumiala w czym problem i nikt wiecej nas nie wyganiał, zreszta widzielismy że inni też przekraczali granice siatki i to już zaczęło działac na nasza korzysć. W srodku rozpoznałem kilka osób z którymi utrzymuje kontakt przez internet które przyjechały nawet po 300km i też byli nieco zdziwieni ta sytuacja. Przechodzac do konkretów modele były przepiękne i bardzo ładnie wykonane, szczególnie spodobał mi się model Marka Szufy który po prostu powałał na kolana gracja latania i dzwiekiem gwiazdowego silnika. Niestety nie dane nam było obejrzeć akrobacje ponieważ program był banalnie prosty i ograniczał się do wykonania kregów i pętli także żaden z zawodników nie miał problemu z wykonaniem programu. Przyznam sie, że ja jako fan latania 3D nie mogłem sie doczekac akrobacji w wykonaniu 3 modeli extra 330, w zasadzie tylko po to przyjechałem . Na terenie zawodów nie zabrakło oczywiście sklepów modelarskich, co również mnie ucieszyło ponieważ musiałem zrobic małe zakupy. Pozostaje jeszcze bezpieczeństwo, tutaj duży plus dla organizatorów, nadajniki wszyscy obowiazkowo zdawali do kierownika lotów, wyraznie zaznaczony teren lotów, siatka wzdłuż lini lotu która i tak kompletnie nic by nie pomogła bo była po prostu za niska (około 3m) i postawiona w złym miejscu, osoby które stały 2metry od niej i tak były narażone na ewentualnie spadajacy model, choć przyznam się że to i tak duży postęp jak na polskie warunki, dlatego jeszcze raz duży plus dla organizatorów za bezpieczeństwo. Po powrocie do domu obmyslamy już kolejne wyjazdy w planach Żar, Wilcze Laski...